Niedopasowana

Spodnie z dziurami – “za bardzo wyzywająco i luzacko wygląda jak zbuntowana nastolatka”

Elegancka sukienka – “lansuje się, inaczej nie akceptuje siebie”

Duże usta – “na pewno zrobione”

Zdjęcie twarzy – “wygląda jak dziecko, bo ma taką baby face”

“Różowy jest dla dziewczynek i dla słodkich idiotek”

“Dlaczego wyglądasz jakbyś miała 16 lat?”

“Jesteś taka młoda i piękna zazdroszczę Ci, bo takim osobom wszystko przychodzi łatwiej!!”

“Z takim wyglądem nie można mieć kompleksów”

Nie jestem w stanie zliczyć dni ile razy w życiu czułam się dziwna i niedopasowana przez to jak wyglądam, jaką mam twarz, sylwetkę, ubranie.

Dziwne co nie?

“ładnym jest w życiu łatwiej”

Rzygam tym zdaniem.

Większość życia czułam się jak totalny STRANGER.

Większość życia dawano mi do zrozumienia, że skoro jestem ładna to można mnie gorzej traktować, bo przecież mam lepiej, łatwiej.

Nie trzeba mi dziękować, bo na pewno wiele osób to robi.

Nie trzeba mnie uznawać, bo przecież i tak wszyscy się mną zachwycają.

I wiele razy słyszałam, że jestem dziwna, jakaś taka inna.

I dopiero teraz widzę jak często zostawiałam siebie, bo chciałam być jak inni, udowodnić, że ja nie jestem inna, że jestem też normalna.
Chciałam być starsza, bo myślałam, że starsi są mądrzejsi.

Kiedyś nawet marzyłam o tym, żeby mieć inną twarz, bo byłam przekonana, że to przez nią mam same kłopoty, bo czułam rywalizację wśród kobiet, a faceci tylko ślinili się na mój wygląd, nie interesując się kim jestem. Męczyło mnie strasznie takie podejście. Dostawałam szału i błądziłam bardzo, bo nie rozumiałam, że tylko ja to mogę zmienić akceptacją siebie. Zakończyć tę wewnętrzną batalię dopasowania się do innych versus uznania siebie.

Im dłużej robiłam sobie tę krzywdę olewając siebie tym huczniej wracało to do mnie, żebym wreszcie przejrzała na oczy.

W końcu uznałam fakt, że czuję się inna, dziwna, jak z kosmosu.

Pozwoliłam sobie na wiele rzeczy, na różowy kolor, brokat na twarzy, śmiech w niebogłosy w publicznym miejscu. Doceniłam siebie <3

I zrozumiałam, że faktycznie jestem inna. Pomagam tym, którzy już dawno mają mnie gdzieś. Zamartwiam się, analizuje, niektórzy powiedzieliby “przeżywam”.
A ja po prostu czuję, współodczuwam i rozumiem wiele kwestii zupełnie inaczej, na inny sposób, który nie jest uznany za powszechnie znany.

I to jest okej. Ale wiem to dopiero od niedawna

Jeżeli to co się dzieje dookoła, jeśli chodzi o postrzeganie siebie, swojej sylwetki, dążenie do ideału poprzez te wszystkie zabiegi i operacje, diety, ubrania, ale także powierzchowne ocenianie, ujmujące komentarze, usuwanie i dzielenie ludzi, brak inteligencji emocjonalnej, brak wsparcia i współodczuwania, powielanie niszczących nawyków, niedocenianie dobra, które Cię otacza, skupianie się na problemach, nie dbanie o naturę, ale korzystanie z jej wielu dobrodziejstw itp. – jeśli to i podobne jest uznawane za normalne…

To ja dziękuję Bogu, że ja nie jestem normalna.

Jestem dziwna i to jest okej. Podobno dziwni ludzie są po to, żeby zadziwić świat.

Ostatni czas to dla mnie moment kiedy czuję, że coś we mnie pękło bezpowrotnie. Czuję też, że wkrótce przyjdzie taki moment, że poczuję za to wdzięczność i wzmocnienie, a to da mi niesamowitą moc do działania.

Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy ludźmi i pragniemy tego samego. Każdy z nas pragnie miłości, ciepła, spokoju, zrozumienia. Weź pod uwagę, że nie jesteśmy na tej Planecie sami. Dlatego życzę Ci żebyś zajęła się sobą, uznała to co Tobie wydaje się „nienormalne” i dała sobie morze empatii, bo tylko wtedy będziesz w stanie obdarzyć nią innych, a tego ten świat tak bardzo potrzebuje…

Z miłością <3

dziękuję, że czytasz i jesteś