To nie jest kwestia silnej woli tylko emocji, które warto uwolnić, aby dieta nie była już konieczna.

Zanim zaczęłam się uśmiechać do siebie i swojego ciała…

Wylałam morze łez czując się nic niewarta i gorsza

Shejtowałam każdą część mojego ciała od stóp do głów sto tysięcy razy

Wyzywałam siebie w myślach w taki sposób, że nie wypada pisać o tym publicznie

Do uśmiechu było mi daleko, a żeby spojrzeć na siebie łagodnym okiem jeszcze dalej

Wtedy błąkając się między smutkiem a złością, że coś takiego mnie spotyka – znalazłam ulgę

Tę ulgę znalazłam w jedzeniu słodyczy, słonych przekąsek, dokładek do obiadu. Spodobało mi się. Ta ulga została ze mną na długo, do momentu aż zobaczyłam, że zaczyna zmieniać się moje ciało, zaczyna tyć i puchnąć, pojawiły sie problemy z zasypianiem, cera wyglądała szaro i była szorstka, skóra jakby jakąś mniej delikatna niż wcześniej. Dodatkowe 10kg spadło jak niechciany prezent.

To był moment kiedy zdałam sobie sprawę, że kocham jeść i nienawidzę siebie za to. Wpadłam w panikę, ze łzami w oczach postanowiłam „wziąć się za siebie” i zacząć szukać motywacji do ćwiczeń i dietetycznego jedzenia.

Im ciężej i częściej tym lepiej, efekt przyjdzie szybciej. Z intencją hejtu do siebie chciałam tylko zmienić siebie i swoje ciało jak najszybciej. Chciałam poradzić sobie z obżarstwem tak, żeby nikt się nie dowiedział, że mam taki problem… ale jak na złość problem zajadania się powiekszał i nie dawał o sobie zapomnieć…

Oprócz uzależnienia od jedzenia, pocieszania się zakupami, dołożyłam jeszcze uzależnienie od ekstremalnych ćwiczeń, które próbowały zamaskować to co siedziało w środku i błagało o uwagę.

Błagało bardzo wyraźnie każdego dnia, każdej godziny… ale ja byłam bardzo dobra w ukrywaniu tego, nie chciałam tego widzieć i nie miałam tej świadomości…

10 lat cwiczeń, bycia na diecie, zajadania, bycia na kolejnej diecie, zajadania, potem kolejna dieta i kolejna a ilość wewnętrznego hejtu sprawiła, że padłam.

Nie dałam rady iść na siłownię i zrobić kolejnego treningu, nie miałam ochoty na mdłego kurczaka z ryżem tylko na ulubioną pizze. Wtedy uslyszałam, że nie bede miała efektów i że jestem słaba bo nie mam silnej woli…

Dziś dziękuję sobie, że pozwoliłam sobie być słaba i poszłam za głosem serca, zajmując się tym co błagało tak długo o uwagę W ŚRODKU a nie tym co uważają inni. Dziękuję sobie, że nie zapisałam się na kolejny trening i nie przeszłam na kolejną dietę.

Dziś mogę jeść pizze i słodycze bez wyrzutów sumienia, nie tyć i uśmiechać sie do siebie i swojego ciała. Więc uwierz mi Kochanie wiem jak to jest kiedy nie lubisz swojego odbicia w lustrze, nienawidzisz siebie za to, że jesz, ale i tak nadal to robisz …

Jeżeli masz problem z utrzymaniem tzw. silnej woli na diecie, wciąż wygrywa zajadanie, porzucanie kontroli to zapraszam do obejrzenia Live, link znajduje się poniżej <3

Ściskam Cię i wiedz, że nie jesteś w tym sama <3

Silna wola a raczej jej brak?To nie jest kwestia silnej woli tylko emocji, które warto uwolnić, aby dieta nie była już konieczna.

Opublikowany przez Beata Barczyńska Wtorek, 19 listopada 2019